poniedziałek, 3 grudnia 2012

Od Daveth'a

Byłem na cmentarzu. Szare chmury zakrywały niebo. Powoli spacerowałem między nagrobkami, przyglądając sie każdemu z nich.
Dziwne.. Nie było na nich imienia czy jakiś dat, tylko jedno zdanie "Zginął śmiercia tragiczną"
Zwróciłem uwagę na jeden. Gdy się pochyliłem, aby lepiej się przyjrzeć, z ziemi wynurzyła się łapa i błyskawicznie złapała mnie za gardło.
Już chciałem wypowiedzieć zaklęcie, kiedy piasek odsłonił resztę ciała.
Zamarłem.
Z ziemi powoli podniósł się ... Kaleb. Mój najlepszy przyjaciel.
Jego oczy połyskiwały nienaturalną czerwienią, głowę miał przekrzywiona pod nienaturalnym kątem.
-Daveth...-wysyczał, cały czas trzymając mnie za gardło. Czułem się jak sparaliżowany widząc czym się stał. A to była moja wina...
-Nie mów mi, że nie pamiętasz co się stało cztery lata temu-zaśmiał się z goryczą.
Przymknąłem z bólu oczy. Te wspomnienia były we mnie cały czas żywe. Nie potrafiłem o tym zapomnieć.
-Spójrz na mnie.
Wtem, na jego ciele zaczęły pojawiać oparzenia-drugiego i trzeciego stopnia. Twarz, na pół spalona, od karku w dół wypalone blizny.
Puścił mnie.
-Spójrz na mnie Daveth, spójrz na swoje dzieło. Ja głupi próbowałem ci pomóc... Uciekłeś, obracając cały las w piekło. Aur też to spotkało, nie zdążyła uciec.-przerwał na chwilę- Zabiłeś mnie. Na zawsze uwięziłeś mnie tutaj. Nigdy ci tego nie wybaczę. Nienawidzę cię!
Stałem naprzeciw niego, nie mogąc uwierzyć. Ale to była prawda, doskonale o tym wiedziałem.
-Zabiłem go...-mruknąłem
Kaleb podszedł do mnie i wyszeptał do ucha:
-Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę...
Nagle ze wszystkich grobów wstały wilki-moi znajomi, rodzice...
Wszyscy spaleni.

Obudziłem się. Ciężko dysząc wyszedłem z jaskini.
-To tylko sen... Tylko sen...-powtarzałem sobie.
Poszedłem nad Wodospad. Zaurzylem pysk w zimnej wodzie.
'Każdy z nas cierpi inaczej, ale ty bedziesz najbardziej"-przypomniałem sobie słowa mojego nauczyciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz