Było bardzo wcześnie rano. Moja mama jeszcze spała, a ja postanowiłam pójść do lasu ćwiczyć latanie. Wyszłam z jaskini i skierowałam się w stronę lasu. Po pewnym czasie znalazłam dobrą do ćwiczenia polanę. Ćwiczyłam i ćwiczyłam aż w końcu zdecydowałam umiem tak dobrze że mogę już wykonać mój plan. Znowu zaczęłam chodzić po lesie aż znalazłam potrzebną mi rzecz. Urwisko. Chwilę patrzyłam w dół. Dno było bardzo daleko. Pokrywały je ostre skały. Trochę strach mnie obleciał ale przecież już jestem gotowa. Oddaliłam się od krawędzi, wzięłam głęboki oddech, zamknęłam oczy i zaczęłam biec w stronę urwiska. Poczułam pod łapami krawędź i skoczyłam rozkładając skrzydła. Ale nagle coś mnie złapało za skórę na grzbiecie. To była moja mama. Przeteleportowała nas do naszej jaskini.
- Czemu wyszłaś z jaskini bez pozwolenia!?
- Przepraszam, chciałam nauczyć się latać. - powiedziałam przestraszona a łzy zaczęły napływać mi do oczu
- Chciałaś skoczyć w przepaść!? Mogłaś zginąć, nabić się na skały!
- Przepraszam, myślałam je już wystarczająco umiem latać. - powiedziałam i rozpłakałam się. Mama przytuliła mnie do siebie i powiedziała:
- Nie płacz, przepraszam że na ciebie nakrzyczałam. Bałam się o ciebie. Obiecaj mi że już nigdy nie wyjdziesz z jaskini bez pozwolenia.
- Obiecuje. - powiedziałam już nie płacząc ale jeszcze pochlipując i wtuliłam się w futro mamy.
- Dobrze, a teraz zjedzmy obiad, a właściwie opóźnione śniadanie. A jutro pójdziemy razem nauczyć cię latać. - powiedziała mama uśmiechając się a ja aż podskoczyłam z radości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz